środa, 25 grudnia 2013

Prolog

Destiny właśnie wylądowała samolotem w Londynie. To właśnie tutaj przebywał jej ojciec, który miał po nią tutaj przyjechać i odebrać z lotniska. Wcześniej wymienili się tylko swoimi zdjęciami, aby się rozpoznać, w końcu nie widzieli się już przeszło dziesięć lat. Mało wiedziała o swoim ojcu, tylko tyle, że jest menadżerem jakiegoś sławnego na cały świat boysbandu. Podobno z nim mieszkają. Po prostu cudownie, ile facetów może mieszkać w jednym domu...? Nie widywała ani nie rozmawiała ze swoim tatą więc trudno jej jest się przestawić na to, aby tak właśnie na niego wołać. Chyba będzie wolała mówić mu po imieniu. Wzięła swoje walizki po czym wyszła na zewnątrz. Poznała go. Opierał się o duży filar i nerwowo spoglądał na zegarek. Niepewnie podeszła do niego i odchrząknęła.
- O, Destiny... - westchnął - Nareszcie - dodał - Jedźmy już do domu - zaproponował biorąc jej walizkę z rąk.
- Tak - przytaknęła brunetka idąc za Jerrym.
Bez słowa wsiedli do dość dużego samochodu i ruszyli w drogę. Już po dwudziestu minutach byli na miejscu.
- Spodoba Ci się u nas - zapewnił zgaszając silnik i wysiadając z auta.
- Miejmy nadzieję - powiedziała tak, ze nie zdołał jej usłyszeć, odpinając pas.
Otworzyła drzwi i wysiadła z samochodu. Jej ojciec otwierał już drzwi do domu. Weszła od razu za nim, po czym zaczęła się zachwycać tym jaki porządek i ład tutaj panuje. Pewnie to zasługa jakieś sprzątaczki, która chodzi i wszystko po nich sprząta.
- Od dzisiaj to także twój dom - oznajmił - Twój pokój jest na górze, któryś z chłopaków zaraz Cię do niego zaprowadzi - oznajmił - Chodźcie tutaj! - zawołał.
Dziewczyna rozpięła swój czerwony płaszczyk i zdjęła koturny, po czym usłyszała, że ktoś do nich zmierza. Głosy dochodziły z jej lewej strony. Podniosła głowę i wiedziała, ze właśnie tak znajduje się salon. Po chwili ujrzała piątkę uśmiechniętych od ucha do ucha chłopaków, podejrzewała, że może dwa, trzy, ewentualnie do pięciu lat starszych od siebie.
- Zaprowadźcie ją do jej pokoju - rozkazał wręczając wysokiemu brunetowi i podniesionych włosach na żel walizkę - Od lewej... Zayn, Louis, Harry, Niall i Liam - oznajmił.
- Destiny - oznajmiła dziewczyna.
To właśnie Liam'owi wręczył jej wielką walizkę.
- Miło nam Cię poznać - oznajmił Zayn - Jerry mówił o Tobie już od tygodnia i nie mógł się doczekać aż w końcu do nas przyjedziesz - dodał.
Destiny uśmiechnęła się delikatnie.
- Chodź do góry - zaproponował Liam kierując całą gromadką nastolatków.
Weszli po schodach na górę i skierowali się do pierwszych drzwi na lewo.
- Specjalnie wyremontował ten pokój - powiedział Harry.
- Czuj się jak u siebie - dodał Louis.
- Spróbuję - odpowiedziała dziewczyna.
- Może i Cię przeraża fakt, ze będziesz teraz mieszkała z samymi chłopakami, ale chyba nie jesteśmy aż tacy źli... - stwierdził Niall.
- Przyzwyczaisz się do naszej obecności - zapewnił Liam odkładając walizkę obok jej łózka.
- Po dłuższym czasie pewnie tak - stwierdziła brunetka.
- Zostawimy Cię samą - oznajmił Zayn - Za piętnaście minut obiad - dodał.
Chłopacy wyszli z pokoju Destiny. Brunetka od razu postanowiła położyć się na swoim dwuosobowym łóżku, aby odpocząć po podróży. Chyba trudno jej będzie przywyknąć do tego, że żadna dziewczyna nie będzie mieszkała z nią, bo kobieta, dla której jej ojciec porzucił jej matkę wyprowadziła się od niego, po tym jak usłyszała, że zespół ma zamieszkać z nimi. Z jednej strony jej się nie dziwiła, w końcu jak można znosić coś takiego. Nagle zatopiła się w śnie. Nie było jej dane długo spać, bo po chwili słyszała głos Jerry'ego, który wołał ją na obiad.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz