- Widzę, Destiny, że Ty jak zawsze nie pałasz się do mówienia - stwierdził Jerry - Ale chyba teraz jest gorzej niż wtedy - dodał.
- Czy Ty umiesz mnie tylko krytykować? - zapytała retorycznie dziewczyna - Ciebie może to nie bardzo interesuje, ale mnie owszem... Dwa tygodnie temu mama umarła w wypadku samochodowym, ale Ciebie to nie interesuje ani trochę, nawet nie raczyłeś pojawić się na jej pogrzebie, a dzwonili do Ciebie, nie odbierałeś... Jesteś taki jak dziesięć lat temu... Bez uczuć i nic Cię nigdy nie obchodziło, a już tym bardziej ja i mama nigdy nas nie kochałeś, a teraz próbujesz być dobrym tatusiem, zawsze patrzyłeś tylko na siebie - powiedziała.
- Destiny... To nie tak, dobrze wiesz, że Cię kocham - oznajmił.
- Jasne - prychnęła brunetka - Liczyła się tylko ta ździra, która i tak później Cię zostawiła, ja się nie liczyłam... Czy przez te dziesięć lat raczyłeś się do mnie odezwać chociaż przez skype? - zapytała retorycznie - Nie - odpowiedziała sama sobie, a jej oczy zaszkliły się i już po chwili z jej oka wypłynęła pojedyncza łza.
Zespół wolał się nie odzywać. Nie chcieli się mieszać, jeszcze im mogłoby się oberwać za ich menadżera. Odkąd tu przyjechała to chyba jej najdłuższa wypowiedź. W końcu musi wyrzucić z siebie wszystko co leży jej na sercu.
- To nie tak... - próbował wytłumaczyć się Jerry, ale mu przerwała.
- To jak!? - wykrzyknęła - Nie chcę Cię słuchać - dodała - Nie jestem głodna - oznajmiła wstając od stołu.
- Gdybym Cię nie kochał to pewnie nie byłabyś w tej chwili u mnie tylko u Michelle, Twojej ciotki - powiedział Jerry.
- Przygarnąłeś mnie tylko dlatego, żeby nie wyjść na wyrodnego ojca, którym byłeś, jesteś i będziesz - powiedziała - Mogłam od razu po śmierci mamy podciąć sobie żyły, nie sprawiałabym nikomu problemu - stwierdziła.
- Nawet tak nie myśl, jesteś dla mnie ważna jak nikt inny - powiedział mężczyzna.
- Teraz znalazł się troskliwy tatuś... Szkoda, że go nie było jak dorastałam, jak występowałam w przedstawieniach, tańczyłam, śpiewałam... Dzwoniłam do Ciebie mając nadzieję, że Cię ujrzę wśród ludzi na widowni, ale zawsze widziałam tylko mamę, nigdy nie Ciebie! - krzyknęła brunetka.
- Nie mogłem na nie przyjść, miałem pracę... - wyjaśnił menadżer zespołu One Direction.
- Oczywiście... Praca zawsze była ważniejsza niż własna rodzina, jedna córeczka... - powiedziała - Nigdy nie chciałeś, abym się urodziła! - wykrzyknęła rzucając na stół zdjęcia z dzieciństwa, gdy jeszcze jej ojciec był z nimi i trzymał ją na rękach - Nienawidzę Cię - dodała wybiegając z kuchni z płaczem.
Jerry wziął do ręki zdjęcie, po czym sam zaczął płakać. Słowa jego córki były dla niego nczym wbity kolec w jego serce. Chyba żaden rodzic nie chciałby usłyszeć od swojego dziecka, że go nienawidzi i to jeszcze w taki sposób. Chłopacy nie wiedzieli jak się zachować. Pocieszyć, zdołować czy rozśmieszyć? Iść do Destiny czy zostać z Jerrym? Jak się zachować?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz